fot. Svetlana Belyaeva
Eric Berne, Dzień dobry ... i co dalej?
"Metafory ściśle wiążą się ze słowami skryptowymi. Mary używała metafor z dwóch różnych zestawów. W pierwszym z nich "cała pogrążała się w morzu", "nie mogła wyczuć dna pod nogami", "z trudnością utrzymywała głowę ponad wodą", miała "sztormowe" dni, a jej uczucia falowały. Kiedy indziej "życie było ucztą", "mogła przełknąć własne słowa", "dostawała mnóstwo smakołyków", czuła się "kwaśno" lub "gorzko", ponieważ tak smakowały zepsute ciasteczka. Poślubiła marynarza i uskarżała się na otyłość. Gdy tylko poczuła się jak nad morzem, jej słownictwo stawało się "marynistyczne", gdy natomiast była przejedzona, używała porównań kulinarnych. Wpadała zatem z oceanu prosto do kuchni i na powrót do wody, a terapeuta martwił się, co czynić, by jej stopy znalazły oparcie na twardej ziemi. Metafory odbijają skryptowe scenerie i zmiana ich zestawu świadczy o przejściu z jednej do drugiej. W wypadku Mary wzburzone morza okazały się oceanami gniewu."

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz